czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział VI


  Ivil patrzył swoimi ciemnymi oczami na łowcę i stali tak patrząc na siebie. Niektórzy nazwali by to ,,grą oczu’’ ale ich soczewki nic nie wyrażały. Patrzyli się na siebie i w milczeniu pochłaniali tlen zupełnie nie reagując na żadne bodźce z zewnątrz. Papieros czarnowłosego już dawno się wypalił, a on nie zaciągnął się ani razu odkąd blondyn zadał mu takie dziwne pytanie, takie niesamowite i niespotykane. Nikt nigdy się nie pytał niego o to. Nikt nigdy też nie śmiał, albo się nie interesował. Zasadą nowego świata było, że po uzyskaniu dorosłości nie wypytywało się o rodziców. Oni jak by przestawali istnieć przez, co wiele osób nie decydowało się już na dziecko tak jak kiedyś. 
-       Mój ojciec? – spytał głucho sam siebie, wreszcie przerywając tą cisze – Czemu cię to obchodzi? – spytał, a brunet zmrużył tylko oczy.
-       Bo chyba mamy coś wspólnego nie uważasz? – zadał pytanie na pytanie wykręcając się od odpowiedzi. Nie chciał mu przypominać tamtej sytuacji chociaż podejrzewał, że Ivil bardzo dobrze ją zna.
-       Dzień dobry panowie – Ich jak że zaciętą dyskusje przerwał pan po trzydziestce.
Miał ciemne niebieskie zielone oczy jak trawa po deszczu i brązowe włosy jak kora drzewa. Był bardzo wysoki i dobrze zbudowany. Ubrany bardzo elegancko, żywcem wyciągnięty z dziewiętnastego wieku. Ukłonił się nisko czym bardzo zdziwił Mirę. Ostatni raz ukłon widział na starym filmie, kiedy raz odnalazł starą kasetę w bibliotece.
-       Witam Wojciechu, co się dzieje? – spytał Ivil. Jak widać bardzo dobrze zna mężczyznę.
-       Nic się Panie Ivilu nie dzieje – Odpowiedział i poprawił swój cylinder za pomocą drewnianej laski. Była bardzo dobrze wykończona z idealnego drewna. Solidna i na pewno bardzo droga, ale warta swojej ceny. Najwyżej tak uważał brunet.
-       A jak tam zwłoki? – Kontynuował czarnowłosy odpalając ponownie papierosa. Zaciągnął się szarym dymem i po chwili wydmuchał ją i tak jak by jego wszystkie mięśnie nagle się rozluźniły.
-       Są już w prosektorium – odpowiedział – A co ta za przemiły pan? – spytał zaciekawiony i czekał, aż Ivil przedstawi mu tego mile wyglądającego mężczyznę.
-       Mira to jest Pan Wojciech Wojciechowski jest prywatnym detektywem pracuje dla mnie od dłuższego czasu. Panie Wojciechu to jest Mira – odpowiedział przedstawiając ich sobie.
Brunet uścisnął rękę mężczyzny. Poczuł na sobie lekki uścisk, nie delikatny, ale też niezbyt silny. Pokazywało to jego elastyczność w działaniach i podejściach do ludzi. Mira już dawno nauczył się mowy ciała ludzi i trzeba było przyznać, że uścisk dłoni mówi wiele o człowieku tak samo jak charakter pisma czy postawa ciała.
-       Miło mi pana poznać – odpowiedział kulturalnie łowca i spojrzał na swojego współpartnera. Nie wiedział czy ma go tak nazwać, bo pracowali razem, ale jedno patrzyło na ręce drugiego.
-       Mi również. Chyba mogę do pana mówić po imieniu? – spytał i spojrzał na niego.
-       Oczywiście, że tak – Rzekł mężczyzna chociaż wcale nie chciał współpracować z nim. O wiele bardziej wolał z Ivilem. Teraz będzie musiał dzielić się jego uwagą, chociaż nie miał jej za dużo dotychczas.
-       Jaka sytuacja panie Wojciechu? – spytał czarnowłosy i spojrzał na komisarza swoimi czekoladowymi oczyma. Łowca przez chwilę poczuł uderzenie Deja vu tak jak by już widział te oczy.
-       Nie żyje od pięciu godzin. Nazywał się Karol Timmery. Zajmował się dilerką i prostytucją – odpowiedział patrząc do swojego przenośnego smartbada.
-       Był prostytutką? – zażartował Mira, ale jego kawał nikogo nie rozśmieszył? – No, co wy chcecie? Był zabawny – odparł i ruszył z nimi pod wielki dach z kamienia.
    Źródła wyglądały jak jakaś świątynia  z ciepłą wodą. Gorącą wodę dostarczano z groty w górach, która ogrzewała wodę. Małe świątynie z wodą stały w rządku. Każdy miał swoją własną świątynie wynajętą na określony czas. W pakiecie były masarze od pięknych kobiet, dodawanie do wody olejków zapachowych, kwiatów itp. Źródła były przykrywane przez krzaki w pachnącymi kwiatami. Zapach pomarańczowych kwiatów było czuć w całych źródłach. Blondyn wszedł na podest zaraz za detektyw i biznesmenem. Blond włosa dziewczyna ubrana w niebieskie rurki, białą koszulę oraz czarne buty pisała coś na swoim tablecie. Była bardzo piękna i na szyi miała indyfikator.
-       Kto to jest? – spytał Łowca przypatrując się pięknej dziewczynie. Chciał wiedzieć, co tak piękna dziewczyna robi w szeregach policji.
-       A to Dina Harer. Pracuje w prosektorium – Odpowiedział detektyw.
-       Mogę z nią porozmawiać? – spytał przyglądając się dziewczynie.
-       Nie Mira, mamy robotę porozmawiasz z nią później – odpowiedział Ivil i pociągnął go w stronę małego domku urządzonego w stylu Japońskim. W środku były gejsze, które stały za drewnianą ladą lekko przejęte, że po tej akcji stracą klientów.
-       Dzień dobry. Możemy zadać parę pytań? – spytał biznesmen z uśmiechem na ustach. Kobiety lekko się uspokoiły i siknęły głowami.
-       Więc tak – Wyjął swój telefon i coś włączył – Rozmowa jest nagrywana. Wyrażają panie zgodę na udzielenie informacji w sprawie zabójstwa? – spytał, a kobiety znowu skinęły głowami.
-       Proszę odpowiedzieć – Blondyn zmrużył oczy i oddalił się od lady wychodząc na zewnątrz. Brunet zadawał pytania, a on odpalił papierosa przyglądając się wspaniałym widokiem.
     Zszedł z drewnianego podestu i stanął blisko krawędzi. Spojrzał na dół i splunął. Jego ślina bardzo długo leciała na dół za nim spadła. Blondyn ledwie usłyszał jego uderzenie. Co znaczyło, że bardzo wysoko byli i każdy morderca przecież mógł zrzucić ciało na dół i po problemie, ale trudził się z zabiciem jego. Niestety, ale żadna historia z niczym się nie łączyła. Mirze nawet nasuwał się wątek, że to nie porachowane sprawunki między tym facetem, a jakimś przestępcą, ale przecież ma ochronę i to nie pasowało do siebie. Czyżby przyszedł bez ochrony? Blondyn wiedział i był bardzo pewny. Nic się ze sobą nie nasuwało i to go najbardziej denerwowało. Koło niego stanęła Dina odpalając papierosa.
-       Okropna sprawa. To tak wygląda jak by umarł naturalnie, ale to na pewno nie to – zaczęła rozmowę zaciągając się papierosem.
-       Nie mam pojęcia, co się dzieje. Kolejne zabójstwo i nic nie ma ze sobą powiązania – spojrzał na góry, które dosięgały chmur. Były wielkie i potężne. To człowiek miał przed nimi respekt, a nie one przed człowiekiem.
-       Dlaczego ktoś ich zabija? – spytała spoglądając na Łowcę.
-       Nie mam zielonego pojęcia, ale się dowiem tego – odparł i wyrzucił niedopałek, który zaczął spadać na ziemię. Włożył ręce do kieszeni i odwrócił się do niej plecami odchodząc. Ruszył przed siebie mając zupełną pustkę w głowie.
      Ivil wyszedł z domku i spojrzał na dziewczynę mrużąc oczy. Mira już dawno odszedł i wszyscy zaczęli już iść.
-       Zostaw go – powiedział czarnowłosy, a dziewczyna uniosła jedną brew do góry zaciągając się swoim papierosem.
-       Sam go zostaw – odparła i odwróciła się twarzą w stronę gór. Usłyszała dźwięk butów.
Czarnowłosy odszedł, a blondynka została szykując plan jak tutaj uzależnić od siebie szefa Łowców.  Ubiegnie Ivila i mu przeszkodzi w panie chociaż miała to by być ostatnia rzecz jaką zrobi. 


***
Nie sprawdziany nie bijcie za błędy

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział V


   Dzień nastał bardzo szybko. Mira wrócił do krypty, która była pusta. Czuł się ciągle obserwowany i chodził z jednego kąta do drugiego. Czuł jak ceny czas przecieka mu przez palce. Ciągle myślał o wszystkich wydarzeniach, które tak krótko się wydarzyły. Chciał sobie przypomnieć zagadkę, która mogła go doprowadzić do czarnego kruka. Teraz chociaż wiedział jak nazywa się jego wróg. Jeszcze raz spojrzał przez okno w swoim pokoju i dojrzał poruszającą się osobę na łące. Nie był to zając ani żadna sarna, bo one istniały jedynie w książkach dla dzieci. Blondyn złapał pistolet w dłoń i odsunął się od okna powoli nie spuszczając wzroku z zdobyczy. Powoli wycofywał się do tyłu i ostrożnie stawiał każdy krok.
-       Uciekaj Mira – Usłyszał ten bardzo znajomy mu głos. Zacisnął mocniej rękę na broni i instynktownie zaczął uciekać.
Wciąż nie rozwiązał zagadki, skąd się biorą te roboty, ale miał nadzieje, że w przyszłości się dowie.
                          Metalowe blaszane kobiety, który jedyny akcent kolorowy to miały czerwone paznokcie stanęły przed nim w kółku z rękoma na biodrach i zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyły Mira był pewny, że bez walki się nie obejdzie.
-       Jak ci się podoba Mira moje wojowniczki? – spytał jeden z robotów.
-       Bardzo kruku walcz, a nie gadasz! – Krzyknął i zaatakował pierwszy, co oczywiście było jego problemem. Został odepchnięty przez pierwszego robota i wpadł na bota za nim.
-       A! – krzyknął z bólu, kiedy żelazna ręka uderzyła go w plecy. Upadł na kolana i podtrzymywał się rękoma, żeby nie upaść. Oddychał głęboko i podniósł się z ziemi na drżących nogach.
Wziął broń z ziemi i wyprostował się. Wojowniczki nie atakowały go tylko odpierały ataki. Przywódca łowców nie wiedział, co one mają na celu, ale raczej powinien sobie pomyśleć, że to nie roboty mają cel, a czarny kruk, który sprawnie wykorzystywał najnowszą technologię.
-       Jaki masz cel kruku? – spytał okręcając się do koła i patrząc na sufit tak jak by coś miało się tam wyświetlić czy pojawić.
-        Ty wiesz Mira, ale nie dopuszczasz do siebie tej informacji – odpowiedział przez jedną z wojowniczek.
-       Co masz na myśli? – nagle boty zniknęły i został tylko śmiech i napis na ścianie.

                           ,,Odpowiedzi szukaj w źródłach Alińskich’’

       Nagle zadzwonił Iphon Miry. Od razu sięgnął do spodni i odebrał telefon.
-       Mira przy telefonie? – spytał siadając na ziemi ze zmęczenia.
-       No Mira, gdzie jesteś mamy robotę – odpowiedział Ivil po drugiej stronie. Blondyn się zdziwił, że do niego zadzwonił.
-       Ivil? – spytał tak jak by chciał się upewnić.
-       Tak to ja zabito kolejnego milionera. To jakaś plaga przyjeżdżaj – odpowiedział po drugiej stronie.
-       Gdzie mam przyjechać? – spytał wstając i otrzepał czarne spodnie z kurzu.
-       Do źródeł Alińskich – odpowiedział, a blondyn przez chwilę wstrzymał oddech.
-       Już jadę – odpowiedział i rozłączył się chociaż Ivil chciał mu coś jeszcze powiedzieć.
          Źródła Alińskie – Miejsce relaksu i uspokojenia wielu bogatych ludzi. W końcu biedotę nie jest stać na grzanie się w termach. Bajorka wyrobione z ziemi z gorącą wodą są miłym relaksem po dniu spędzonym w wodzie. Mile wyglądające panie o rasie Azjackiej usługiwały milionerom podając drinki i robiąc masarze. Masaż stopami i różne inne atrakcje, które sobie sam nawet Bóg nie odmówił. Źródła znajdowały się na samym szczycie góry Martonel i na tą górę właśnie musiał wejść Mira sam. Brakowało mu towarzystwa jego łowców, ale wiedział, że musi rozwikłać tą zagadkę sam. Nie mógł ich narażać na walkę z tymi dziwnymi robotami.
Zaczął się wspinać pod górę i czekało go dobra godzina wspinaczki. Słońce tutaj bardzo dobrze grzało i pewnie gdyby był na wakacjach to by się cieszył, ale teraz to nienawidził wielkiego olbrzyma. Okropnie się pocił i włosy przyklejały mu się do czoła. Przymknął oczy i szedł dalej dysząc, a serce mu mocno biło. Rzadko wchodzi pod górę i teraz wiedział, że przy następnym treningu jego łowcy będą wchodzić pod górę Martonel i to będzie najlepszy trening jaki będą mogli mieć.
             Szedł tam dłużą chwilę i marzył o chwili odpoczynku, ale jak widać los lubi utrudnić ludziom życie i szczególnie upatrzył sobie utrudnianie życia szefowi Łowców. Niespodziewanie do uszu bruneta doszło warczenie jak by pasa, ale sto razy mocniejsze i straszniejsze. Mira odwrócił głowę w bok i dojrzał wilka. To było dziwne, bo ostatni raz widział wilka, kiedy był dzieckiem i dobrze pamiętał noc, kiedy przed nimi uciekał.
Miał w tedy zaledwie siedem lat, był małym blondynem, który spakował swój plecak w misia, kocyk, butelkę wody i bułkę i wyszedł uciekając od puszczającej się matki i pijącego ojca. Szedł tak w nocy polanką i jedyne, co przyszło siedmioletniemu dziecku do głowy to udanie się na przystanek autobusowy. Był ubrany w niebieskie szorty oraz biały pod koszule. Na to miał jaśminowe ponczo i w klapkach szedł leśną ścieżką. Dorosły to by się bał, ale małe dziecko nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie czyhają na bezbronnego chłopca w ciemnym lesie. Mire bolało już ramiona od niesienia plecaka, był głodny i chciało mu się usiąść wreszcie. Znalazł polankę, która jako jedyna była oświetlona przez księżyc i żaden konar drzewa nie zasłaniał  księżycowi rzucanie na polankę swojego blasku. Chłopiec usiadł na miękkiej trawie lekko wilgotnej od deszczu, który spadł przed ucieczką chłopca i wyjął z plecach bułkę oraz wodę. Zaczął jeść i pić nie zdając sobie sprawy, że groźne drapieżniki go obserwują. Blondyn jadł niczego nieświadomy, a wilki już okrążały polanę, a z ich warczących pysków leciała ślina. Kły się mieniły w blasku księżyca, a w oczach można było zobaczyć głód i wściekłość. Mira usłyszał szelest gałęzi i przeżuwając kawałek bułki spojrzał w bok. Dojrzał wysokiego osobnika o czarnej sierści. Widział w ich oczach szaleństwo i za pewne gdyby nie małe gałązki na które nadepnął nie zdał by sobie sprawy, że zaraz się te wygłodniałe zwierzęta rzucą się na niego. Szybko poderwał się z trawy i ruszył zostawiając wszystko na polanie. Teraz liczyło się tylko jedno, żeby przeżyć i uciec tym bestią. Dorosły wiem, że jak coś ucieka to zwierze od razu to goni, więc jak na jakiś magiczny gwizdek zwierzęta popędziły biegiem za chłopcem. Zaczęły go gonić watahom i dzięki wyczulonemu nosowi szybko odgadywały, gdzie podąża chłopiec. Każdy ich ruch i zachowanie było dokładnie przemyślane. Niestety mały chłopiec nie mógł powiedzieć tego samego o jego ucieczce. Serce mu podeszło do krtani, a żołądek się ścisnął. Jego umysł jak by opuścił ciało w ogóle nie analizowało zaistniałej sytuacji. Klapki utrudniały mu ucieczkę i manewry między drzewami więc zdjął je i rzucił za siebie. Myślał jak to dziecko, że to pomoże, ale niestety nic z tego wilki złapały w pyski klapek i przegryzły go na pół. Zgniotły go jak drwal rąbał drewno. Nie było szans, żeby zostały w całości.
-       Pomocy! – Krzyknął w głąb lasu chłopiec. Nogi zaczynały go boleć i coraz mniej miał sił na szybki bieg. Czuł, że jeśli teraz jakoś ich nie zgubi to go dopadną i rozszarpią.
Czuł, że w tej sytuacji jest sam i nikt o tej godzinie nie spaceruje po lesie. Wybiegł z lasu i zatrzymał się przed urwiskiem. Woda uderzała o skały, a piana sięgała bardzo wysoko. Blondyn nachylił się nad urwiskiem, ale szybko się cofnął odwracając do bestii. Okrążyły go i po woli zbliżały się do chłopca. Siedmiolatek odsuwał się coraz bardziej. Podświadomie miał nadzieje, że zaraz się obudzi i znajdzie się w swoim zniszczonym łóżku, ale nic z tego. To nie był sen, a brutalna rzeczywistość. Dziecko zamknęło oczy i pozwoliło, żeby łzy spływały po policzkach. To był jego koniec i teraz czekał na niego. Nie było wyjścia, jak by skoczył to i tak był jego koniec. Nie miał wyjścia ani żadnej ucieczki więc wolał zginąć tak niż w jakiś morskich głębinach. Czekał na śmierć i okropny ból po ugry zięciach, ale nic go nie spotykało po długim czasie. Przestraszone dziecko otworzyło swoje oczy i spojrzało z zabite zwierzęta, które na boku leżały martwe, a z ich szyi leciała krew. Ostre cięcie zostało zadane przez jakąś broń, ale chłopiec nie wiedział przez, co. Nie wiedział też kto to zrobił.
-       Jesteś bezpieczny, ale następnym razem nie będzie tak kolorowo – odpowiedział wysoki mężczyzna o ciemnej czuprynie ubrany w czarne spodnie i białą koszulę. Lekko rozpiętą, w ręce trzymał guandu, a obok niego stał chłopiec. Był w wieku Miry i miał czarne włosy do ramion. Trzymał za rękę mężczyznę i patrzył dużymi oczyma na blondyna.
-       Kim pan jest? – spytał Mira przestraszony i z łzami w oczach.
-       Ucz się Mira, walcz, a kto wie może, kiedyś stoczysz ze mną walkę – odpowiedział i odszedł z dzieckiem w głąb lasu.
-       Ej! Zaczekaj! Skąd znasz moje imię! – Pobiegł za nimi, ale już ich nigdzie nie było. Jak by się rozpłynęli w nocy.
Zaczął się rozglądać do koła i dojrzał na ziemi leżący pistolet. Wziął go w dłoń i podniósł do góry. To w tedy zrozumiał, że miał tej nocy wiele szczęścia, ale jeśli chce przeżyć musi sobie poradzić jakoś. Musi sobie poradzić sam.
         Kiedy się ocknął z swoich wspomnień zobaczył małego szczeniaka. Wilka nigdzie nie było. Przez chwilę miał dziwne uczucie jak by to miał być jakiś znak. Nie na darmo się mu przypomniało akurat teraz ucieczka przed wilkami. W tedy miał siedem lat i nie zwracał uwagi na szczegóły, ale teraz był o wiele starszy i wiedział, że coś w tym chłopcu było nie tak. Kogoś mu przypomina i zawsze, kiedy rozmawiał z Ivilem miał dziwne uczucie jak by gdzieś go już widział. Koniecznie musiał się dowiedzieć wszystkiego o nim. Bo uroda mu nie wystarczy, żeby zabajerować blondynem, nie w tych czasach w jakich żyje.
Jak na zawołanie zadzwonił Iphone blondyna. Wyjął go z dżinsów i odebrał idąc dalej.
-       Mira? Gdzie ty jesteś? – spytał zdenerwowany brunet, który palił papierosa przed termami.
-       Idę właśnie – odpowiedział.
-       Idziesz? Nie wierze w ciebie łowco – odpowiedział z ironią w głosie i zażenowaniem.
-       Ivil mogę się ciebie o coś spytać? – zapytał i wszedł, aż na szczyt i odetchnął z ulgą, że wreszcie wszedł pod tą górę śmierci.
-       Tak zadaj mi je – odpowiedział czarnowłosy wyłączając swojego najnowszego Iphona i tym samym zakończył rozmowę na telefon.
-       Kim był twój ojciec? – spytał, a czarnowłosy szerzej otworzył swoje czarne jak dwa węgielki oczy. Nie spodziewał się tego pytania o nie i nie wiedział, co ma odpowiedzieć.
Ale nic nie musiał odpowiadać, bo Mira już wiedział, że ta cała historia w którą został wpakowany nie dotyczy tylko i wyłącznie niego i czarnego kruka. Ivil miał też swoje za uszami i blondyn wiedział, że teraz ich współ praca będzie musiała być na zupełnie innych warunkach niż do teraz.

środa, 11 lutego 2015

Rozdział IV


       Łowcy powinni gonić, a nie być zwierzyną. Uciekają ze strachem w oczach jak sarny przed wilkiem. Mira nie poznawał swoich ludzi. W jednej chwili stracili to, co starał się w nich zakiełkować. Wolę walki i to uczucie, że są niepokonani, a teraz? Bez broni uciekali przed jeźdźcami, a do tego bomba siedziała im na karku. Czerwone światła bardzo mocno świeciły po oczach, a brunet wiedział, że musi zareagować. Jak nie bomba ich wykończy to czarni jeźdźcy tego szaleńca.
        Brunet staną i poprawił skórzaną kurtkę na swoich ramionach. Biła od niego spokój i wyciszenie. Kawałek dalej zatrzymała się Ven, która nie rozumiała, co chce zrobić jej szef. Patrzyła na mężczyznę dużymi oczami.
-       Mira uciekaj! – krzyknęła do niego, ale on stał spokojnie i czekał. Tupot metalowych kopyt zbliżał się coraz szybciej do nich – Mira błagam! – krzyknęła przestraszona z łzami w oczach.
-       Ven – powiedział spokojnym głosem przywódca. Zachowywał się tak jak by zaraz mieli wejść do kawiarenki na herbatkę – Wstyd mi za ciebie – odpowiedział i spojrzał na nią z obrzydzeniem i wyższością.
-       Jak wstyd? Zaraz ciebie dopadną! – Krzyknęła widząc jak krwawi jeźdźcy zbliżają się coraz szybciej.
Już przed oczyma miała jak Mira zostaje nadziany na ostre guanu.
-       Patrz Ven i się ucz – odpowiedział i wyciągnął rękę.
-       Nie! – Krzyknęła zrozpaczona chcąc go jakąś zatrzymać.
Krwawy jeźdźca wyciągnął swoje guando i powiedzieć można, ze to jego błąd. W jednej chwili brunet odwrócił się łapiąc guando i wyrywając je z metalowej dłoni kłusownika. Obrócił je i zamachnął się raz, a dobrze ucinając głowę kłusownikowi. Metalowy łeb jeźdźca upadł na ziemię i się poturlał, a ciało zleciało z konia.
               Uśmiech na twarzy mężczyzny za monitorem swojego laptopa nie schodziła. Wziął joistika do ręki dobrze usadzając się na czarnym fotelu.
-       Wsiadaj na konia Mira i walcz – powiedział jeździec, a brunet dobrze wiedział, że to ten szaleniec.
Usiadł szybko na metalowego konia. Był potężny, ale też szybki. Nawet szybszy od zwykłego konia i mocniej zbudowany, żeby żaden wybuch nie mógł go przewalić. Przez chwilę brunet mierzył wzrokiem kłusownika i widział, że zamiast oczu u jeźdźcy są diamentowe ślepia. Błyszczały oślepiając tym przeciwnika, ale przywódca wiedział, że nie może się łatwo poddać. Nie zostanie po raz kolejny potraktowany jak mysz. To on jest łowcą i to on ściga, a nie jego ścigają.
-       Skoro tak chcesz to walczmy – odpowiedział i wyciągnął guando stronę metalowego blaszana.
-       Walczmy! – odezwał się jeźdźca i poleciały iskry. Czarne guando spotkało drugie guando zmierzając się ze sobą.
Nagle brunet stracił podparcie upadając na ziemię. Koń rozsypał się w proch natomiast koń jeźdźca zmienił się w drugiego jeźdźca. Tak jak by jeden nie był już wystarczającym problemem.
-       Dwóch na jednego?! Nie grasz fer! – krzyknął, a czarnowłosy za monitorem zmrużył oczy i warknął sam do siebie. Kliknął na guzik na monitorze, a proch po koniu zmienił się w guando.
-       Masz Ven – odpowiedział pierwszy jeźdźca, a brunetka od razu wzięła z ziemi czarne guando.
Zaatakowali piersi. Od razu Mira przyjął pozycję na mszę, gdzie jedno kolano jest ugięte, a drugie podpiera swój ciężar. Dwoma rękoma trzymał broń odpychając atak kłusowników. Oni coraz mocniej zaciskali, a on coraz bardziej upór sprawiał mu ból i zabierał wiele ciężkich sił. Do tego byli zmęczeni po wyczerpującej ucieczce. Ven zamachnęła się nogą i starała się odepchnąć kłusownika, ale to nic nie pomogło, a tylko przetworzyło jej kłopotów. Jeźdźca złapał ją za kostkę i zamachnięciem rzucił ją na ścianę. Dziewczyna upadła na twarz na szarawą posadzkę, ale się podniosła obolała. Na drżących nogach wstała i zamachnięciem chciała zaatakować jeźdźca, a ten sprytnie ominął jej atak przez co upadła na kolana. Krzyknęła, kiedy dostała mocnego kopniaka z metalowego buta sługusa tego szaleńca.
-       Co jest Mira? Zaraz wykończę twoją słodką Ven – odpowiedział pierwszy łowca kopnął go w bok powalając na ziemię. Kopnięcie było tak silne, że odrzuciła bruneta. Przeleciał na plecach kawałek dalej.
-       Czego ty chcesz?! – Krzyknął i podniósł się biegnąc, żeby zaatakować. Pisk metalu było słychać w całym labiryncie.
-       Mów mi czarny kruku – odpowiedział i odepchnął bruneta na długą odległość.
-       Mam gdzieś jak się zwiesz! – Krzyknął znowu się podnosząc chociaż był nieźle poturbowany.
-       Jesteś wytrwały Mira, ale ciągle słaby – odpowiedział i sprytnie ominą atak Miry.
Przywódca łowców był zażenowany, że jest ktoś silniejszy od niego. To zawsze on  był najsilniejszy, a teraz okazało się, że technologia go przewyższa, ale pierwszy raz się spotkał z taką technologią.
-       Za słaby do czego?! – wykrzyczał i zaatakował ostatni raz, ale szybko tego pożałował bo został mocno odepchnięty.
-       Myślałem, że lepiej się zabawie, ale okazuje się, że nic tu po moich jeźdźcach. Wyszkol ich lepiej Mira, spotkamy się jeszcze – odpowiedział robot, który wyglądał jak młody mężczyzna. Ubrany w czarną koszulkę, czarne rękawiczki bez palców, dżinsy i wysokie buty do kolan.
Nagle jeźdźcy jak by wyparowały w powietrzu. Przed chwilą tutaj byli, a teraz ich w ogóle tutaj nie było. Blondyn spojrzał w niebo, a tam nic nie było wypisane. Jedyne, co zostało po krwawych jeźdźcach to czarne pióra kruka, które zostały rozsypane wszędzie.

            Wszędzie światła. Wszędzie ludzie, którzy gdzieś szli, ale stanęli zainteresowani o co chodzi. Poturbowani Łowcy wyszli z klubu. Mata podtrzymywał Klemens, Celin niósł na rękach nieprzytomną Ven. Nikt nie odzywał się do Miry, ale wiedział, że wreszcie musi z nimi porozmawiać. Ta sytuacja to była już przesada. Do bruneta podeszła młoda pielęgniarka.
-       Nic panu nie jest? – spytała podając mu wodę w białym kubku.
-       Nie. Jestem lekko poturbowany, ale to na szczęście nic poważnego – odpowiedziałem lekko się uśmiechając do rudowłosej dziewczyny w białym fartuchu.
Dziewczyna zarumieniła się lekko i odeszła do karetki. Przy radiowozie stał Ivil patrząc na bruneta. Opierał się plecami o czarne auto z założonymi rękoma patrzył na niego jak na ofiarę.
-       Ivil? – spytał Mira nie wierząc czy to on czy nie. Po dzisiejszym dniu nie był niczemu pewien.
-       Podejdź Mira – ręką przywołał chłopaka do siebie z uśmiechem na ustach.
-       Co ty tutaj robisz? – spytał go patrząc w jego ciemne oczy. Ich spojrzenia spotkały się przez chwilę. Patrzyli na siebie nie mówiąc ani słowa.
-       Było kolejne zabójstwo – odpowiedział, a brunet miał kamienną twarz patrząc na niego i słuchając uważnie – Zabito szefa klubu w jego apartamencie – odpowiedział w skrócie zdarzenie jakie zaszło.
-       Chyba wiem kto to – odpowiedziałem i obejrzałem się na swoich łowców. Lekarze się zajmowali Ven i Matem. Klemens nie wiedział, co ma ze sobą zrobić i co myśleć, a Frans był wściekły tak samo jak Celin.
-       Tak? Kogo podejrzewasz? – spytał unosząc jedną brew do góry. Spytał się tak jak by nie wierzył.
-       Czarnego kruka – odpowiedział i wyjął z kieszeni spodni papierosa. Odpalił go zapalniczką i odszedł z miejsca wypadku.
       Wypadek czy tak czy tak można to nazwać nie wiadomo. Z jednej strony zdarzył się wypadek i coraz więcej Mira miał pytań do świata. Kim jest czarny kruk, jaki cel ma Ivil, co jest za ścianą, dlaczego giną bogaci. Tyle pytań, a nikt nie chciał mu odpowiedzieć.
Szedł sam ulicą wracając do krypty. Czarnowłosy spojrzał na niego, nie przestając się opierać o radiowóz. Miał nie wyraźną minę. W jednej chwili był przy radiowozie, a po chwili znikną jak jeźdźcy w tunelu.
                  - Czarny kruku, bój się, bo zaczęła się zabawa i już nigdy nie będę zdobyczą – odpowiedział brunet wypuszczając szary dym z ust. Wiedział, że to początek niebezpiecznej gry, którą zaakceptował, ale teraz to będą grać na jego zasadach.

środa, 4 lutego 2015

Liebester award

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTt6Zi1IGjb5Y5407_2Oja9ll_17djt0t08cyrXzL_AHQ-ZS4xteQ


                 Jej! Ja tak lubię coś takiego,  bo to świadczy, że jesteś dobrym blogerem, którego warto zauważyć i przeczytać jego prace :) Bardzo dziękuje bardzo Ayo za nominacje, bo ja lubię coś takiego :) 
A teraz przejdę do pytań :)

1. Dlaczego założyłeś/aś bloga?
 Odpowiem najprościej, bo kocham pisać. Nie widzę bez tego życia i mam wybujałą wyobraźnie (Nie minęło mi to z wiekiem :) ) Więc pisze, bo bardzo chce i lubię to. Nie robił bym czegoś, co nie sprawia mi przyjemności. Ciągle mam pomysły na nowe opowiadania i sprawia mi przyjemność, kiedy ktoś docenia moją pracę. 
2. W jakim wieku chciałbyś/łabyś żyć?
Ciężkie pytanie, bo ja kocham każdy wiek, ale jeśli tak myśląc to kocham lata czterdzieste tak wiem, że to wojna, ale ci ludzie mieli charakter i dla mnie są bohaterami, każdy polak, który uczciwie walczył z Niemcami, a potem z ruskami. Kocham ten wiek i sądzę, że dobrze bym się w niej odnalazł. 
3. Czego nie lubisz w ludziach?
Nie lubię fauszywości. Takie, że ja mam wszystko i czegoś nie zrobiłem i jaki jestem fajny i co nie dostałem i czego nie mam. Nienawidzę przechwalania się w ludziach. Nienawidzę ludzi nudnych, którzy nie mają tak zwanego ,,dziecka w sobie'', bo ja jestem świrusem, który bawi się i żyje tak jak bym był bohaterem opowieści i życie jest ciekawsze, bo mam tylko je, czemu mam być poukładany i porządny. Taki jestem w pracy, a po pracy? Hulaj dusza, piekła nie ma. 
4. W jakim kraju chciałbyś/łabyś żyć?
Hmmmmmmmm . . . Dobre pytanie, nigdy o tym nie myślałem. Ja bym chciał mieszkać wszędzie, żyć ze wszystkimi, wiedzieć wszystko i przeżyć to życie naprawdę. Więc nie wiem, gdzie chciał bym żyć. 
5. Normalna komedia czy może z czarnym humorem?
Z czarnym humorem? Horor? Ja horowi mówie stanowcze nie! Nie! Nie! Nie! I nie, więc komedia jak najbardziej. Mam specyficzne poczucie humoru, więc ciężko sprostać mnie. 
6.  Jaką postać chciałbyś/łabyś ożywić? 
Wszystkie! Zika z Króla Szamanów, Peina z naruto, Itachiego kocham ich, ale ostatnio kocham Zika, więc go bym wyciągnął z komisku :) Albo Xuana. Go też chętnie bym ożywił :)
7.  Jaka jest według Ciebie najpiękniejsza scena z filmu? (możesz podać również scenę z książki/komiksu/anime/serialu)
Najpiękniejsza? To na pewno Hua Hua You Long jak Xuan przybywa na taką polankę i uczy Lu władać poprawnie mieczem. Widać w tej scenie taką władze i takie podanie się Lu, że mrrrrrr. To jest naj, naj scena po prostu jest przesiąknięta władzą i taką siłą, którą kocham ponad wszystko.
8. Jakie słowo najlepiej Ciebie określa?
Jakie słowo? Może opętanie? Moja cała dusza jest jak opętana, a dlaczego to nie muszę wszystko mówić, na spowiedzi nie jestem.
9. Czego najbardziej boisz się w życiu?
Życia bo nie wiesz, co będzie dalej. Boje się ludzi, bo nie wiem jakich w życiu spotkam. Ogólnie całokształtu się boje. 
10. Co Ci nigdy nie wychodzi?
Przedmioty w szkole mi nie wychodzą. Co jeszcze mi nie wychodzi? Na razie się uczę, więc może nie jestem taki świetny z szycia. 
11. Jaki jest Twój ulubiony cytat?
Jakoś cytatów nie pamiętam. Powiedzenia to tak, ale cytatów to nie. No może jedno pamiętam z komiksów ,,Mój mały ptaszku, chodź do mnie, mały ptaszku'' jakoś tak to było ogólnie po angielsku, ale ten cytat jest bardzo przesiąknięty taką władzą i erotyzmem, że aż ciary i mrrrr. 

Nominuje. Tak . . . 
Obsesje
Czekolade
Sinnlos
Ria i Nerisa Brown (piszą razem)
No i chyba wystarczy, więcej osób nie mam pojęcia. 

Pytania: 
 1.Bez czego nie możesz żyć?
2. Co sprawia, że się uśmiechasz?
3.Najbardziej smutna scena z książki/filmu/anime?
4.Czego nie lubisz w świecie?
5.Ukochane zwierze?
6.Gdybyś miał jedno życzenie, co byś wybrał/brała?
7.Sam wymyśl
8. Gybyś miał uciec, gdzieś, to gdzie by to było?
9.Twoja ukochana postać?
10.Kim chcesz być (marzenia)
11.Dokończ pytanie: Co by było gdyby . . . 

niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział III

      Noc, miasto nocą było ciche i bardzo skryte, pozbawione ludzi, wręcz wymarłe. Puste ulice, gdzie słychać było czasem puszke, pchaną przez wiatr, która obijała się o ziemie. Latarnie postawione daleko od siebie, dające ledwe światło. Ulica biedoty nie była zbyt bezpiecznym miejscem w noc, kiedy to różni kryminaliści wychodzili z domu, jak wilki na łowy. Mira lubi takie miasto ciche i spokojne, kiedy może pomyśleć, ale to nie znaczy, że długo nacieszy się tą ciszą, bo równo o 22 otwierają lokale clubowe, drinki, głośna muzyka i tłum ludzi. Łowcy lubią się bawić w końcu są młodzi, bez partnerów i dzieci. Sobota to jedyny czas, kiedy mogą się wyszaleć.
      - Mira idziemy? - spytała Ven ubrana w szorty i białą koszulkę, do tego koszula w krate. Jej piersi były prawie na wierzchu, a szorty prawie zastępowały jej majtki. Brunet spojrzał na nią i uśmiechnął się pod nosem.
       - Dla kogo się tak ubrałaś? - spytał, wracając do patrzenia przez okno.
       - Dla nikogo, to jak idziemy? - zapytała go lekko zawstydzona pytaniem Miry.
        - Tak idziemy - Szef z uśmiechem nałożył skórzaną kurtkę i wyszedł ze swojego pokoju pierwszy.
        Na dole przed wyjściowymi drzwiami z krypty stali już gotowi Celin, Frans, Mat i Klemes. Brakowało tylko Ven i Miry.
        - Nareszcie - westchnął Celin z ulgą, że wreszcie mogą iść do klubu.
        - Wszyscy są? Wszystko mamy? - Brunetka rozejrzała się po korytarzu tak jak by nagle coś ważnego miało jej się rzucić w oczy.
        - Tak mamy wszystko, wychodzimy - Klemens złapał za klamkę otwierając drzwi i wychodząc z tajnej krypty.
        Była by tajna gdyby nie to, że po za łowcami o jej położeniu wiedziała jeszcze jedna osoba, która nie powina wiedzieć.
         Klub ,,Czary Mary" Co sobote najbardziej popularny klub. Duży budynek z podziałem na loże Vip do której wchodziłeś bez kolejki, drinki, muzyka i miejsce do siedzenia. W klubie znajdowały się cztery rodzaje biletów wejściowych. Oczywiście Łowcy mieli najlepszy rodzaj biletu o nazwie ,,Loża Królowej Śniegu".
     Weszli od razu do klubu, a wysoki i młody kelner podał im od razu drinki. Zostali zaprowadzeni na górne piętro, które było magicznie zrobione. Na lodowy pokój, lekko zimny i cały biało - błękitny. Łowcy usiedli na białej, skórzanej kanapie przy stoliku, który został wykuty z lodu.
          - Zawsze jak tutaj przychodzimy zachwycam się tym pokojem, chociaż je znam - odpowiedziała Ven zauroczona wnetrzem loży.
            - Bo jesteś kobietą, a kobiety zachwycają się byle czym - Sprostował Mat, który jak zawsze powiedział coś kobiecie czego nie powinien.
             - Bo zaraz zjesz swoje okulary! - wykrzyczała wściekła i zła na swojego kolege po fachu.
   Ven i Mat się kłócili wymieniając między sobą coraz ostrzejsze słowa, ale Mira w ogóle nie wsłuchiwał się w ich kłótnie. Myślał zupełnie o czym innym. Myślał o Ivilu, kiedy czarnowłosy mignął mu przed oczyma na dole, gdzie tłum ludzi tańczył na parkiecie przy kolorowych światłach i głośnej muzyce. Blondyn zerwał się z kanapy i zbiegł po lodowych schodach na parkiet. Jego przyjaciele spojrzeli po sobie w ogóle nic nie rozumiejąc i podbiegli do barierek patrząc zaszokowani na swojego szefa.
            - Co mu odbiło? - Spytał Celin przypatrując się ciemnemu brunetowi, który sprawnie omija tańczących ludzi.
             - Nie wiem, ale ostatnio dziwnie się zachowuje - Stwierdził Frans oczywisty fakt, który wszyscy widzieli.
              - Marwie się o niego- Powiedziała Ven i patrzyła z góry na parkiet ze smutkiem w oczach.
        Tym czasem Mira wbiegł na zaplecze i rozejrzał się po szarym korytarzu lekko zniszczonym i ciemnym. Zauważył czarne włosy, które migneły mu przed oczami i poczuł zapach migdałów. Wiedział, że to on i jeszcze bardziej przyśpieszył.
           - Mira tutaj - Usłyszał jego głos i skręcił w lewo szybko biegnąc.            - Tutaj - Biegł za głosem kręcąc się tak właściwie w kółko. Czuł ekscytacje, że go słyszy i jakąś nieopisaną radość.
             - Ivil! Ivil!
             - Mira tutaj - Zatrzymał się przed drzwiami i z wielką ekscytacją je otworzył, ale przed nim nie pojawiło się, wyjście, wejście, pokój czy nawet korytarz. Można to nazwać ślepszym zaułkiem, bo przed twarzą Miry pojawiła się ściana, a na niej napisane krwią.

       ,, Łowcy tutaj Ha,ha, ha!"

           - Mira! Mira! - Ven staneła i zasłoniła rękoma swoje malinowe usta.
        Blondyn spojrzał na przestraszą dziewczynę chociaż sam był przejęty.

        Impreza bardzo szybko skończyła się tej nocy. Łowcy rozkazali wyjść wszystkim ludzią z klubu i zajeli się napisami. Smsy to jedno, ale krew na ścianie to drugie.
            - Może to jest ukryte przejście? - spytał Mat dotykając czubkami palców ściany.
            - Mat zbadasz próbki krwi, Frans zrób zdjęcia, Klemens i Celin rozwalcie tą ściane, coś za nią musi być - wydał rozkazy brunet myśląc intensywnie.
             - Tak jest! - odpowiedzieli wszyscy zgodnie.
Próbki krwi pobrane, zdjęcia zrobione i zabrali się za rozwalanie ceglanej ściany. Klemens z Celinem przynieśli dwie bomby wielkości doniczki i przyczepili przyssawkami do ściany. Nastawili na minute odchodząc.
            - Nie tak szybko dzieci - Wszystkie drzwi i okna się zamkneły, włączyło się światło i alarm.
             - Mira coś jest nie tak! - Wykrzyczała Ven i staneli patrząc na górę.
     Rozdzwonił się Iphon Miry. Wyjął go z kieszeni czarnych dżinsów odbierając.
             - I jak się bawisz Mira? - spytał głos po drugiej stronie.
              - Kim ty do jasnej cholery jesteś? - spytał rozglądając się do okoła. Jego Łowcy nigdy nie byli tak przerażeni jak dzisiaj.
              - Zabawmy się Mira, ja będę Łowcą, a wy zwierzyną - Odpowiedział, ale z tego bełkotu Mira nic nie rozumiał - Macie minute na znalezienie wyjścia albo zabiją was moje roboty lub wasza bomba - Miał niski i wyraźny głos, Mira go gdzieś już słyszał, ale nie miał zielonego pojęcia, gdzie.
       Trzy . . .
. . .  Dwa . . .
. . .  Jeden . . .
. . . Start!
      Z sufitu spadli metalowi jeźdzy na koniach i zaczął się wyścig. Łowcy stali się . . . zwierzyną.

czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział II

        Restauracja ,,Patruszka" na ulicy Matroliska w dzielnicy biedoty. Metalowy dom postawiony przy ulicy, gdzie wszystkie meble są zrobione z metalu, stoły, krzesła wszystko. Metal w tych czasach jest bardzo dostępnym środkiem budowlany. Po prawej stronie od wejścia stały stoły metalowe i krzesła lekko pokryte poduszką i materiałem. Lokal był w kształcie litery ,,L". Przy lewej stronie stał bar, gdzie były wysokie krzesła z metalu, a zupełnie z tyłu za drewnianymi drzwiami była kuchnia i kantorek. Przy ladzie siedział Mira jedząc swoje śniadanie. Na dużym talerzu znajdowała się jajecznica z jaja wywerny z kawałkami pokrojonego oka bazyliszka. Obok wielkiego talerza stała równie wielka filiżanka z czarną kawą. Mira przeglądał w spokoju gazetę elektroniczną i dzisiejsze wiadomości. Od rana wszystkie media mówiły o zabójstwie milionera - Konrada Mishlows. Ciemny blondyn był ubrany w białą koszule i czarne dżinsy. Starał się być po cywilnemu, żeby żadna hiena nie chciała go wypytać o to, co się wydarzyło. Przełączył na horoskop, który bardzo lubił czytać relaksując się przy gorącej kawie. Nagle koło niego przysiadł się mężczyzna w garniturze Marko Nicolas w ciemnych okularach i polakierowanych butach garniturowych. Miał ciemne włosy do barków, proste. Miła pani Tamara podała mu kawę i ciasto z kwiatów semetników.
            - Mam dla pana propozycje - Odpowiedział rozglądając się ukradkiem czy nikt ich nie podsłuchuje.
              - Pan mówi do mnie? - spytał Mira zdziwiony tą rozmową, którą zaczął ten wcale nie biedny mężczyzna.
                - Spotkajmy się - Przysunął blisko jego talerza wizytówkę. Wstał i wyszedł rzucając na blat Siedemdziesiąt delorów.
      Mira wziął do ręki wizytówkę i przeczytał w myślach. Ivil Samson, S.A IvilSon Company, Ulica Destronstreet 87. Chłopak schował wizytówkę do kieszeni spodni. Zaciekawiło go, o co chodzi, ale też jego imię. Ivil, bardzo nie codzienne imię, szczególnie w dzisiejszych czasach. Usłyszał śmiechy i piski, które go wyrwały ze swojego świata myśli. Spojrzał w stronę drzwi wejściowych, gdzie szli jego ludzie po cywilnemu. Rzadko ich oglądał w tym stroju, bo rzadko mieli konieczność się nie rzucania w oczy.  Do baru podeszła Ven i usiadła koło swojego przełożonego. Bardzo zadziwiła mężczyznę, ubrana była w jasno różową sukienkę do połowy ud, na ramiączkach, rozpuszczone włosy, dziewczęcy makijaż i czarne szpilki. Mira nawet nie wiedział, że ma takie rzeczy w szafie. Nie sprawdzał im pokoju, ale myślał, że Ven jest tak oddana, że nie myśli o podobaniu się mężczyzną, jak widać się mylił.
            - Wiadomo już, co z tym milionerem? - spytała i wzięła dwa połączone ze sobą plastikowe prostokąciki na długość 10 centymetrów. Rozwinęła to jak pergamin i wyświetliło jej się hologramowe menu.
               - Przeczytaj dzisiejsze gazety, każda podaje, co innego - odpowiedział i odwrócił się przodem do drzwi kuchennych, skąd wydobywały się opary gotowanych potraw. Zaczął grzebać widelcem w żółtej brei, nie mając na nią zupełnie ochoty.
                - Wiem, od rana o niczym innym nie mówią w Telewizji jak o tym.
                 - Podchwycili temat i zaczęli gadać. Bogaci zaczęli trząść portkami i zatrudniają masowo pełno ochrony - Wziął swoją filiżankę i dopił zimną kawę do końca. Odstawił pustą filiżankę na metalowy blat z lekkim hukiem.
                  - Ciekawe, kto to?Prawda Mira? - spytała i niby chciała spojrzeć na jego jedzenie i niby przypadkiem jej piersi bardzo się uwydatniły.
                   - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - odpowiedział i wstał od baru. Odpalił papierosa i wyciągnął z tylnej kieszeni spodni portfel. Wyjął z niego czterdzieści Fransów i odszedł, wychodząc z baru.
      Szedł ulicą paląc kolejnego papierosa. Ulice były czarne jak smoła, zaśmiecone papierkami i butelkami po alkoholu. Chodnik był brudny i gdzie nie gdzie obrzygany przez jakiś starych alkoholików. Wielkie budynki zrobione z tego, co znaleźli po wojnie. Lepianka na dwadzieścia metrów zrobiona z tektury, metalu, gliny itp. Szedł i myślał, co ma dalej robić, ten mężczyzna był dziwny i zaprosił go do siebie. Płacił delorami, są to pieniądze bogaczy, też na biedaka nie wyglądał. Kiedy przechodził koło pewnej uliczki poczuł szarpnięcie i czarność. Kiedy się przebudził zastanawiał się czy nie podać się do de misji, że go zaatakowali tak perfidnie i sprytnie, a on dał się tak podejść. Nagle go zainteresowało, coś zupełnie innego. Kto go uwięził? Ale po chwili się dowiedział.
          - Witaj Mira - Przed blondynem stał mężczyzna z baru. Patrzył na Mire z uśmiechem na ustach, ubrany był bogato i bardzo elegancko.
           - A ty skąd mnie znasz? - spytał i chciał założyć ręce na piersi, ale miał z tyłu ręce, a na jego nadgarstkach znajdowały się laserowe bransolety.
           - To jest nie ważne - odpowiedział i usiadł jedną połową siebie na biurku i wyjął z szklanej szkatuły zapalniczkę i papieros. Odpalił go i zaciągnął się nim i wydmuchał szarawy dym po chwili - Łowca został schwytany haha - zaśmiał się szyderczo i podał mu papierosa, żeby się zaciągnął. Zabrał go z jego ust i uśmiechnął się, kiedy Mira wydmuchał przez swoje usta dym.
             - Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - spytał zaciskając zęby.
               - Porozmawiajmy o tym milionerze, który zginą. Chce odnaleźć sprawce, a wy mi pomożecie - odpowiedział poważnie i wyniośle podnosząc wyżej podbródek.
                - A co ty masz z nim wspólnego? - spytał mrużąc oczy i przekrzywiając głowę.
             - Był moim mentorem, to moje uczniowskie zadanie - Odpowiedział kładąc łokcie na fotelu ze skóry i z palców robiąc formę namiotu.
                - Udajmy, że ci uwierzę i co dalej? - spytał przekręcając swoją twarz o jakieś trzydzieści stopni.
                 - Wy zbierzecie wszystkie dowody, dowiedzie się wszystkiego i o wszystkim będziesz mnie informować - Zabrał z kryształowej popielniczki papierosa i zaciągnął się nim.
                 - Tak za darmo to Łowcy nie pracują - odpowiedział i wyprostował się, odważnie się sprzeciwiając.
                 - Niech, nie pracują proszę bardzo - odpowiedział i wyjął najnowszej regeneracji Tablet Note 8. Był cały przezroczysty i bardzo drogi. Pokazał mu sumę, którą im oferuje. Mira, aż zachłysną się powietrzem.
                   - To taka liczba istnieje? - spytał zadziwiony, że jest taka liczba z tyloma zerami.
                    - To jak będzie? - Odpowiedział wstając i podchodząc do blondyna.
                    - Zrobimy to - Odpowiedział i spojrzał w jego ciemne oczy. Były bardzo piękne i magiczne.
                     - Dobra decyzja - Podał mu jeszcze raz, żeby się zaciągnął. Jego szczupłe palce trzymały papierosa, a cudnie czekoladowe oczy patrzyły się w jego błękitne oczy.
     
       Kiedy Mira wrócił do dzielnicy biedoty dochodziła godzina 17. Wyjął z kieszeni telefon i miał prawie pięćdziesiąt nieodebranych wiadomości. Od Saszy, Ven i wszystkich chłopaków po parę razy. Blondyn zaklną siarczyście i schował telefon idąc na piechotę do Krypty. W głowie tworzył sobie plan, co powie Łowcą, gdzie był. Wiedział, że Sasza, będzie wściekły, ale teraz go to najmniej obchodziło. Teraz go obchodził Ivil i to, na co się zgodził. Szedł do krypty drogą, którą znał, kiedy nagle otrzymał na Iphona wiadomość.
 
17:20 (brak numeru nadającego)
    ,,Szlaczek jest poplątany, uważaj na słupki. U celu jest światełko, lecz pierw musisz, odnaleźć . . . Dokończ zagadkę, a opowiem ci resztę"
   Mira dobrze wiedział, kto może napisać tą wiadomość i o takiej treści. Szlaczek jest poplątany? Jeśli dobrze myśli to zagadki go doprowadzą do mordercy, lecz . . . Nagle staną niespodziewanie i spojrzał przed siebie, a ręce mu opadły, zwisając swobodnie wzdłuż jego ciała. Czy tą wiadomość napisał Ivil czy Morderca?
    Kiedy Mira dotarł do Krypty i wszedł do środka. Spojrzał na chłopaków czekających już w korytarzu. Ich miny nie wróżyły niczego dobrego, co go bardzo martwiło. Stali w przejściu, co jeszcze bardziej zwiastowało nieszczęście.
         - Gdzie ty byłeś!? - Krzyknął Celin z założonymi rękoma na piersi. Miał groźną miną z którą nie było mu do twarzy. Nie sprawiało to, że wyglądał doroślej i groźniej, wręcz odwrotnie. Wyglądał groteskowo i dziecinie.
            - Celin, gdzie jest Mat? - spytał szef zdejmując buty po całym dniu w nich, jego stopy odetchnęły z ulgą.
              - Nie ważne, gdzie byłeś? - wyprostował się bardziej wypychając pierś do przodu jak jakiś maczo, który chce zaintonować przed dziewczyną.
Brunet nic sobie z tego nie zrobił i ominą go i Fransa w korytarzu.
                - Ej! Mira odpowiedz mi! - Został w stu procentach zignorowany.
     Mężczyzna wdrapał się po ściance wspinaczkowej, własnej roboty, wspiął się na drugie piętro.
      Przed nim stanęła Ven ubrana już jak przystało na Łowce. Stała z ciętą miną. Mira ją ominą, nawet nie zaczynając wytłumaczenia. Stwierdził, że nie ma na to czasu i szedł dalej wąskim korytarzem. Doszedł do drzwi, gdzie była tabliczka ,,Pokój Mata". Zapukał, ale kiedy ten nie odpowiedział, zaczął walić pięścią w drzwi. Po dłuższej chwili otworzył drzwi Mat, zaspany, okryty kołdrą, jeszcze nie kontaktujący.
          - Mira? To ty? - spytał i ziewną, drapiąc się po głowie.
           - Tak ja, jesteś potrzebny Mat i tylko na ciebie mogę liczyć teraz - Wepchał mu się do pokoju. Czarnowłosy okularnik zamknął drzwi za Mirą i to bardzo zainteresowało Łowcą. Do takiego stopnia, że starali się podsłuchiwać, ale przez metal dźwięk ciężko przechodził.
     W środku pokoju okularnik, żeby się rozbudzić usiadł na krześle i wziął bibułkę nabierając na nią suchej marihuany. Zawinął w rulonik i odpalił za pomocą metalowej zapalniczki. Trzymał bibułkę wskazującym palcem na górze, a kciukiem pod spodem. Zaciągnął się i od razu się rozluźnił.
             - Co chcesz Mira? - spytał Mat odprężając się przy paleniu dobrego jointa.
              - Umiesz sprawdzić z jakiego telefonu przyszedł SMS? - spytał trzymając w dłoni swojego Iphona Exs 5.
              - Mogę, ale po co ci to? - spytał i spojrzał na niego lekko czerwonymi oczyma.
              - To rozkaz, a nie prośba - Odpowiedział groźnie. Nie chciał, żeby Mat wiedział o Ivilu i o tym, że tak szybko dał się podejść.
              - Umiem, daj telefon - Wstał wyciągając do szefa rękę, żeby dał mu Iphona. Kiedy go otrzymał podszedł do biurka i odpalił laptopa. Po wpisaniu hasła podłączył telefon do komputera i sprawdzał dane na telefonie Miry. Po paru minutach komputer wybuchł, rozsadziło go po prostu z nieznanego powodu, ale telefonowi nic się na szczęście nie stało, albo nieszczęście, bo po chwili przyszła kolejna wiadomość.
Brunet podszedł do zniszczonego komputera i zabrał telefon odczytując Sms'a.
18:45 (brak numeru nadającego)
    ,,Jeśli atakujesz niedźwiedzia, skończy się klęską, jeśli chcesz wyżej podskoczyć od kangura skończy się upadkiem. Jeśli chcesz zaczepiać tygrysa to nie wygrasz z nim. Uważaj na lasy, łąki, krzaki, szparki, wodę i przestworza, kosmos też nie jest bezpieczny, ani ucho igielne"
         - Co to za wiadomość!? - krzyknął zrozpaczony Mat i płakał nad zniszczonym komputerem. Miał tam wszystko, co on teraz zrobi? Oparł czoło o zmasakrowaną klawiaturę i zaczął płakać w nią.
      Mira jedynie na niego spojrzał i wyszedł, a Łowcy podsłuchujący za drzwiami szybko od uciekli od drzwi, kiedy tylko ktoś nacisnął na klamkę. Brunet wyszedł z krypty i spojrzał w niebo.
       - Gdzie ty do cholery jesteś! - Wykrzyczał w wściekły.