niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział V


   Dzień nastał bardzo szybko. Mira wrócił do krypty, która była pusta. Czuł się ciągle obserwowany i chodził z jednego kąta do drugiego. Czuł jak ceny czas przecieka mu przez palce. Ciągle myślał o wszystkich wydarzeniach, które tak krótko się wydarzyły. Chciał sobie przypomnieć zagadkę, która mogła go doprowadzić do czarnego kruka. Teraz chociaż wiedział jak nazywa się jego wróg. Jeszcze raz spojrzał przez okno w swoim pokoju i dojrzał poruszającą się osobę na łące. Nie był to zając ani żadna sarna, bo one istniały jedynie w książkach dla dzieci. Blondyn złapał pistolet w dłoń i odsunął się od okna powoli nie spuszczając wzroku z zdobyczy. Powoli wycofywał się do tyłu i ostrożnie stawiał każdy krok.
-       Uciekaj Mira – Usłyszał ten bardzo znajomy mu głos. Zacisnął mocniej rękę na broni i instynktownie zaczął uciekać.
Wciąż nie rozwiązał zagadki, skąd się biorą te roboty, ale miał nadzieje, że w przyszłości się dowie.
                          Metalowe blaszane kobiety, który jedyny akcent kolorowy to miały czerwone paznokcie stanęły przed nim w kółku z rękoma na biodrach i zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyły Mira był pewny, że bez walki się nie obejdzie.
-       Jak ci się podoba Mira moje wojowniczki? – spytał jeden z robotów.
-       Bardzo kruku walcz, a nie gadasz! – Krzyknął i zaatakował pierwszy, co oczywiście było jego problemem. Został odepchnięty przez pierwszego robota i wpadł na bota za nim.
-       A! – krzyknął z bólu, kiedy żelazna ręka uderzyła go w plecy. Upadł na kolana i podtrzymywał się rękoma, żeby nie upaść. Oddychał głęboko i podniósł się z ziemi na drżących nogach.
Wziął broń z ziemi i wyprostował się. Wojowniczki nie atakowały go tylko odpierały ataki. Przywódca łowców nie wiedział, co one mają na celu, ale raczej powinien sobie pomyśleć, że to nie roboty mają cel, a czarny kruk, który sprawnie wykorzystywał najnowszą technologię.
-       Jaki masz cel kruku? – spytał okręcając się do koła i patrząc na sufit tak jak by coś miało się tam wyświetlić czy pojawić.
-        Ty wiesz Mira, ale nie dopuszczasz do siebie tej informacji – odpowiedział przez jedną z wojowniczek.
-       Co masz na myśli? – nagle boty zniknęły i został tylko śmiech i napis na ścianie.

                           ,,Odpowiedzi szukaj w źródłach Alińskich’’

       Nagle zadzwonił Iphon Miry. Od razu sięgnął do spodni i odebrał telefon.
-       Mira przy telefonie? – spytał siadając na ziemi ze zmęczenia.
-       No Mira, gdzie jesteś mamy robotę – odpowiedział Ivil po drugiej stronie. Blondyn się zdziwił, że do niego zadzwonił.
-       Ivil? – spytał tak jak by chciał się upewnić.
-       Tak to ja zabito kolejnego milionera. To jakaś plaga przyjeżdżaj – odpowiedział po drugiej stronie.
-       Gdzie mam przyjechać? – spytał wstając i otrzepał czarne spodnie z kurzu.
-       Do źródeł Alińskich – odpowiedział, a blondyn przez chwilę wstrzymał oddech.
-       Już jadę – odpowiedział i rozłączył się chociaż Ivil chciał mu coś jeszcze powiedzieć.
          Źródła Alińskie – Miejsce relaksu i uspokojenia wielu bogatych ludzi. W końcu biedotę nie jest stać na grzanie się w termach. Bajorka wyrobione z ziemi z gorącą wodą są miłym relaksem po dniu spędzonym w wodzie. Mile wyglądające panie o rasie Azjackiej usługiwały milionerom podając drinki i robiąc masarze. Masaż stopami i różne inne atrakcje, które sobie sam nawet Bóg nie odmówił. Źródła znajdowały się na samym szczycie góry Martonel i na tą górę właśnie musiał wejść Mira sam. Brakowało mu towarzystwa jego łowców, ale wiedział, że musi rozwikłać tą zagadkę sam. Nie mógł ich narażać na walkę z tymi dziwnymi robotami.
Zaczął się wspinać pod górę i czekało go dobra godzina wspinaczki. Słońce tutaj bardzo dobrze grzało i pewnie gdyby był na wakacjach to by się cieszył, ale teraz to nienawidził wielkiego olbrzyma. Okropnie się pocił i włosy przyklejały mu się do czoła. Przymknął oczy i szedł dalej dysząc, a serce mu mocno biło. Rzadko wchodzi pod górę i teraz wiedział, że przy następnym treningu jego łowcy będą wchodzić pod górę Martonel i to będzie najlepszy trening jaki będą mogli mieć.
             Szedł tam dłużą chwilę i marzył o chwili odpoczynku, ale jak widać los lubi utrudnić ludziom życie i szczególnie upatrzył sobie utrudnianie życia szefowi Łowców. Niespodziewanie do uszu bruneta doszło warczenie jak by pasa, ale sto razy mocniejsze i straszniejsze. Mira odwrócił głowę w bok i dojrzał wilka. To było dziwne, bo ostatni raz widział wilka, kiedy był dzieckiem i dobrze pamiętał noc, kiedy przed nimi uciekał.
Miał w tedy zaledwie siedem lat, był małym blondynem, który spakował swój plecak w misia, kocyk, butelkę wody i bułkę i wyszedł uciekając od puszczającej się matki i pijącego ojca. Szedł tak w nocy polanką i jedyne, co przyszło siedmioletniemu dziecku do głowy to udanie się na przystanek autobusowy. Był ubrany w niebieskie szorty oraz biały pod koszule. Na to miał jaśminowe ponczo i w klapkach szedł leśną ścieżką. Dorosły to by się bał, ale małe dziecko nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie czyhają na bezbronnego chłopca w ciemnym lesie. Mire bolało już ramiona od niesienia plecaka, był głodny i chciało mu się usiąść wreszcie. Znalazł polankę, która jako jedyna była oświetlona przez księżyc i żaden konar drzewa nie zasłaniał  księżycowi rzucanie na polankę swojego blasku. Chłopiec usiadł na miękkiej trawie lekko wilgotnej od deszczu, który spadł przed ucieczką chłopca i wyjął z plecach bułkę oraz wodę. Zaczął jeść i pić nie zdając sobie sprawy, że groźne drapieżniki go obserwują. Blondyn jadł niczego nieświadomy, a wilki już okrążały polanę, a z ich warczących pysków leciała ślina. Kły się mieniły w blasku księżyca, a w oczach można było zobaczyć głód i wściekłość. Mira usłyszał szelest gałęzi i przeżuwając kawałek bułki spojrzał w bok. Dojrzał wysokiego osobnika o czarnej sierści. Widział w ich oczach szaleństwo i za pewne gdyby nie małe gałązki na które nadepnął nie zdał by sobie sprawy, że zaraz się te wygłodniałe zwierzęta rzucą się na niego. Szybko poderwał się z trawy i ruszył zostawiając wszystko na polanie. Teraz liczyło się tylko jedno, żeby przeżyć i uciec tym bestią. Dorosły wiem, że jak coś ucieka to zwierze od razu to goni, więc jak na jakiś magiczny gwizdek zwierzęta popędziły biegiem za chłopcem. Zaczęły go gonić watahom i dzięki wyczulonemu nosowi szybko odgadywały, gdzie podąża chłopiec. Każdy ich ruch i zachowanie było dokładnie przemyślane. Niestety mały chłopiec nie mógł powiedzieć tego samego o jego ucieczce. Serce mu podeszło do krtani, a żołądek się ścisnął. Jego umysł jak by opuścił ciało w ogóle nie analizowało zaistniałej sytuacji. Klapki utrudniały mu ucieczkę i manewry między drzewami więc zdjął je i rzucił za siebie. Myślał jak to dziecko, że to pomoże, ale niestety nic z tego wilki złapały w pyski klapek i przegryzły go na pół. Zgniotły go jak drwal rąbał drewno. Nie było szans, żeby zostały w całości.
-       Pomocy! – Krzyknął w głąb lasu chłopiec. Nogi zaczynały go boleć i coraz mniej miał sił na szybki bieg. Czuł, że jeśli teraz jakoś ich nie zgubi to go dopadną i rozszarpią.
Czuł, że w tej sytuacji jest sam i nikt o tej godzinie nie spaceruje po lesie. Wybiegł z lasu i zatrzymał się przed urwiskiem. Woda uderzała o skały, a piana sięgała bardzo wysoko. Blondyn nachylił się nad urwiskiem, ale szybko się cofnął odwracając do bestii. Okrążyły go i po woli zbliżały się do chłopca. Siedmiolatek odsuwał się coraz bardziej. Podświadomie miał nadzieje, że zaraz się obudzi i znajdzie się w swoim zniszczonym łóżku, ale nic z tego. To nie był sen, a brutalna rzeczywistość. Dziecko zamknęło oczy i pozwoliło, żeby łzy spływały po policzkach. To był jego koniec i teraz czekał na niego. Nie było wyjścia, jak by skoczył to i tak był jego koniec. Nie miał wyjścia ani żadnej ucieczki więc wolał zginąć tak niż w jakiś morskich głębinach. Czekał na śmierć i okropny ból po ugry zięciach, ale nic go nie spotykało po długim czasie. Przestraszone dziecko otworzyło swoje oczy i spojrzało z zabite zwierzęta, które na boku leżały martwe, a z ich szyi leciała krew. Ostre cięcie zostało zadane przez jakąś broń, ale chłopiec nie wiedział przez, co. Nie wiedział też kto to zrobił.
-       Jesteś bezpieczny, ale następnym razem nie będzie tak kolorowo – odpowiedział wysoki mężczyzna o ciemnej czuprynie ubrany w czarne spodnie i białą koszulę. Lekko rozpiętą, w ręce trzymał guandu, a obok niego stał chłopiec. Był w wieku Miry i miał czarne włosy do ramion. Trzymał za rękę mężczyznę i patrzył dużymi oczyma na blondyna.
-       Kim pan jest? – spytał Mira przestraszony i z łzami w oczach.
-       Ucz się Mira, walcz, a kto wie może, kiedyś stoczysz ze mną walkę – odpowiedział i odszedł z dzieckiem w głąb lasu.
-       Ej! Zaczekaj! Skąd znasz moje imię! – Pobiegł za nimi, ale już ich nigdzie nie było. Jak by się rozpłynęli w nocy.
Zaczął się rozglądać do koła i dojrzał na ziemi leżący pistolet. Wziął go w dłoń i podniósł do góry. To w tedy zrozumiał, że miał tej nocy wiele szczęścia, ale jeśli chce przeżyć musi sobie poradzić jakoś. Musi sobie poradzić sam.
         Kiedy się ocknął z swoich wspomnień zobaczył małego szczeniaka. Wilka nigdzie nie było. Przez chwilę miał dziwne uczucie jak by to miał być jakiś znak. Nie na darmo się mu przypomniało akurat teraz ucieczka przed wilkami. W tedy miał siedem lat i nie zwracał uwagi na szczegóły, ale teraz był o wiele starszy i wiedział, że coś w tym chłopcu było nie tak. Kogoś mu przypomina i zawsze, kiedy rozmawiał z Ivilem miał dziwne uczucie jak by gdzieś go już widział. Koniecznie musiał się dowiedzieć wszystkiego o nim. Bo uroda mu nie wystarczy, żeby zabajerować blondynem, nie w tych czasach w jakich żyje.
Jak na zawołanie zadzwonił Iphone blondyna. Wyjął go z dżinsów i odebrał idąc dalej.
-       Mira? Gdzie ty jesteś? – spytał zdenerwowany brunet, który palił papierosa przed termami.
-       Idę właśnie – odpowiedział.
-       Idziesz? Nie wierze w ciebie łowco – odpowiedział z ironią w głosie i zażenowaniem.
-       Ivil mogę się ciebie o coś spytać? – zapytał i wszedł, aż na szczyt i odetchnął z ulgą, że wreszcie wszedł pod tą górę śmierci.
-       Tak zadaj mi je – odpowiedział czarnowłosy wyłączając swojego najnowszego Iphona i tym samym zakończył rozmowę na telefon.
-       Kim był twój ojciec? – spytał, a czarnowłosy szerzej otworzył swoje czarne jak dwa węgielki oczy. Nie spodziewał się tego pytania o nie i nie wiedział, co ma odpowiedzieć.
Ale nic nie musiał odpowiadać, bo Mira już wiedział, że ta cała historia w którą został wpakowany nie dotyczy tylko i wyłącznie niego i czarnego kruka. Ivil miał też swoje za uszami i blondyn wiedział, że teraz ich współ praca będzie musiała być na zupełnie innych warunkach niż do teraz.

1 komentarz:

  1. Dzieje się, dzieje. Mira ma towarzystwo i stworzyło nam się ciekawe trio. Ayo lubi takie rzeczy i Ayo pada na ryj, więc nie wie, co jeszcze napisać. Ayo bardzo przeprasza.
    A co do błędów... Ali, musisz przeczytać kilka razy ten tekst i sam wyłapać błędy. Może nie dzisiaj, ale jutro powinieneś je odnaleźć. Mogę Ci tylko powiedzieć, że musisz poszukać synonimy do "i". Ale tak czy siak - jest już lepiej.
    Dużo weny życzę

    OdpowiedzUsuń