czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział VI


  Ivil patrzył swoimi ciemnymi oczami na łowcę i stali tak patrząc na siebie. Niektórzy nazwali by to ,,grą oczu’’ ale ich soczewki nic nie wyrażały. Patrzyli się na siebie i w milczeniu pochłaniali tlen zupełnie nie reagując na żadne bodźce z zewnątrz. Papieros czarnowłosego już dawno się wypalił, a on nie zaciągnął się ani razu odkąd blondyn zadał mu takie dziwne pytanie, takie niesamowite i niespotykane. Nikt nigdy się nie pytał niego o to. Nikt nigdy też nie śmiał, albo się nie interesował. Zasadą nowego świata było, że po uzyskaniu dorosłości nie wypytywało się o rodziców. Oni jak by przestawali istnieć przez, co wiele osób nie decydowało się już na dziecko tak jak kiedyś. 
-       Mój ojciec? – spytał głucho sam siebie, wreszcie przerywając tą cisze – Czemu cię to obchodzi? – spytał, a brunet zmrużył tylko oczy.
-       Bo chyba mamy coś wspólnego nie uważasz? – zadał pytanie na pytanie wykręcając się od odpowiedzi. Nie chciał mu przypominać tamtej sytuacji chociaż podejrzewał, że Ivil bardzo dobrze ją zna.
-       Dzień dobry panowie – Ich jak że zaciętą dyskusje przerwał pan po trzydziestce.
Miał ciemne niebieskie zielone oczy jak trawa po deszczu i brązowe włosy jak kora drzewa. Był bardzo wysoki i dobrze zbudowany. Ubrany bardzo elegancko, żywcem wyciągnięty z dziewiętnastego wieku. Ukłonił się nisko czym bardzo zdziwił Mirę. Ostatni raz ukłon widział na starym filmie, kiedy raz odnalazł starą kasetę w bibliotece.
-       Witam Wojciechu, co się dzieje? – spytał Ivil. Jak widać bardzo dobrze zna mężczyznę.
-       Nic się Panie Ivilu nie dzieje – Odpowiedział i poprawił swój cylinder za pomocą drewnianej laski. Była bardzo dobrze wykończona z idealnego drewna. Solidna i na pewno bardzo droga, ale warta swojej ceny. Najwyżej tak uważał brunet.
-       A jak tam zwłoki? – Kontynuował czarnowłosy odpalając ponownie papierosa. Zaciągnął się szarym dymem i po chwili wydmuchał ją i tak jak by jego wszystkie mięśnie nagle się rozluźniły.
-       Są już w prosektorium – odpowiedział – A co ta za przemiły pan? – spytał zaciekawiony i czekał, aż Ivil przedstawi mu tego mile wyglądającego mężczyznę.
-       Mira to jest Pan Wojciech Wojciechowski jest prywatnym detektywem pracuje dla mnie od dłuższego czasu. Panie Wojciechu to jest Mira – odpowiedział przedstawiając ich sobie.
Brunet uścisnął rękę mężczyzny. Poczuł na sobie lekki uścisk, nie delikatny, ale też niezbyt silny. Pokazywało to jego elastyczność w działaniach i podejściach do ludzi. Mira już dawno nauczył się mowy ciała ludzi i trzeba było przyznać, że uścisk dłoni mówi wiele o człowieku tak samo jak charakter pisma czy postawa ciała.
-       Miło mi pana poznać – odpowiedział kulturalnie łowca i spojrzał na swojego współpartnera. Nie wiedział czy ma go tak nazwać, bo pracowali razem, ale jedno patrzyło na ręce drugiego.
-       Mi również. Chyba mogę do pana mówić po imieniu? – spytał i spojrzał na niego.
-       Oczywiście, że tak – Rzekł mężczyzna chociaż wcale nie chciał współpracować z nim. O wiele bardziej wolał z Ivilem. Teraz będzie musiał dzielić się jego uwagą, chociaż nie miał jej za dużo dotychczas.
-       Jaka sytuacja panie Wojciechu? – spytał czarnowłosy i spojrzał na komisarza swoimi czekoladowymi oczyma. Łowca przez chwilę poczuł uderzenie Deja vu tak jak by już widział te oczy.
-       Nie żyje od pięciu godzin. Nazywał się Karol Timmery. Zajmował się dilerką i prostytucją – odpowiedział patrząc do swojego przenośnego smartbada.
-       Był prostytutką? – zażartował Mira, ale jego kawał nikogo nie rozśmieszył? – No, co wy chcecie? Był zabawny – odparł i ruszył z nimi pod wielki dach z kamienia.
    Źródła wyglądały jak jakaś świątynia  z ciepłą wodą. Gorącą wodę dostarczano z groty w górach, która ogrzewała wodę. Małe świątynie z wodą stały w rządku. Każdy miał swoją własną świątynie wynajętą na określony czas. W pakiecie były masarze od pięknych kobiet, dodawanie do wody olejków zapachowych, kwiatów itp. Źródła były przykrywane przez krzaki w pachnącymi kwiatami. Zapach pomarańczowych kwiatów było czuć w całych źródłach. Blondyn wszedł na podest zaraz za detektyw i biznesmenem. Blond włosa dziewczyna ubrana w niebieskie rurki, białą koszulę oraz czarne buty pisała coś na swoim tablecie. Była bardzo piękna i na szyi miała indyfikator.
-       Kto to jest? – spytał Łowca przypatrując się pięknej dziewczynie. Chciał wiedzieć, co tak piękna dziewczyna robi w szeregach policji.
-       A to Dina Harer. Pracuje w prosektorium – Odpowiedział detektyw.
-       Mogę z nią porozmawiać? – spytał przyglądając się dziewczynie.
-       Nie Mira, mamy robotę porozmawiasz z nią później – odpowiedział Ivil i pociągnął go w stronę małego domku urządzonego w stylu Japońskim. W środku były gejsze, które stały za drewnianą ladą lekko przejęte, że po tej akcji stracą klientów.
-       Dzień dobry. Możemy zadać parę pytań? – spytał biznesmen z uśmiechem na ustach. Kobiety lekko się uspokoiły i siknęły głowami.
-       Więc tak – Wyjął swój telefon i coś włączył – Rozmowa jest nagrywana. Wyrażają panie zgodę na udzielenie informacji w sprawie zabójstwa? – spytał, a kobiety znowu skinęły głowami.
-       Proszę odpowiedzieć – Blondyn zmrużył oczy i oddalił się od lady wychodząc na zewnątrz. Brunet zadawał pytania, a on odpalił papierosa przyglądając się wspaniałym widokiem.
     Zszedł z drewnianego podestu i stanął blisko krawędzi. Spojrzał na dół i splunął. Jego ślina bardzo długo leciała na dół za nim spadła. Blondyn ledwie usłyszał jego uderzenie. Co znaczyło, że bardzo wysoko byli i każdy morderca przecież mógł zrzucić ciało na dół i po problemie, ale trudził się z zabiciem jego. Niestety, ale żadna historia z niczym się nie łączyła. Mirze nawet nasuwał się wątek, że to nie porachowane sprawunki między tym facetem, a jakimś przestępcą, ale przecież ma ochronę i to nie pasowało do siebie. Czyżby przyszedł bez ochrony? Blondyn wiedział i był bardzo pewny. Nic się ze sobą nie nasuwało i to go najbardziej denerwowało. Koło niego stanęła Dina odpalając papierosa.
-       Okropna sprawa. To tak wygląda jak by umarł naturalnie, ale to na pewno nie to – zaczęła rozmowę zaciągając się papierosem.
-       Nie mam pojęcia, co się dzieje. Kolejne zabójstwo i nic nie ma ze sobą powiązania – spojrzał na góry, które dosięgały chmur. Były wielkie i potężne. To człowiek miał przed nimi respekt, a nie one przed człowiekiem.
-       Dlaczego ktoś ich zabija? – spytała spoglądając na Łowcę.
-       Nie mam zielonego pojęcia, ale się dowiem tego – odparł i wyrzucił niedopałek, który zaczął spadać na ziemię. Włożył ręce do kieszeni i odwrócił się do niej plecami odchodząc. Ruszył przed siebie mając zupełną pustkę w głowie.
      Ivil wyszedł z domku i spojrzał na dziewczynę mrużąc oczy. Mira już dawno odszedł i wszyscy zaczęli już iść.
-       Zostaw go – powiedział czarnowłosy, a dziewczyna uniosła jedną brew do góry zaciągając się swoim papierosem.
-       Sam go zostaw – odparła i odwróciła się twarzą w stronę gór. Usłyszała dźwięk butów.
Czarnowłosy odszedł, a blondynka została szykując plan jak tutaj uzależnić od siebie szefa Łowców.  Ubiegnie Ivila i mu przeszkodzi w panie chociaż miała to by być ostatnia rzecz jaką zrobi. 


***
Nie sprawdziany nie bijcie za błędy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz