czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział II

        Restauracja ,,Patruszka" na ulicy Matroliska w dzielnicy biedoty. Metalowy dom postawiony przy ulicy, gdzie wszystkie meble są zrobione z metalu, stoły, krzesła wszystko. Metal w tych czasach jest bardzo dostępnym środkiem budowlany. Po prawej stronie od wejścia stały stoły metalowe i krzesła lekko pokryte poduszką i materiałem. Lokal był w kształcie litery ,,L". Przy lewej stronie stał bar, gdzie były wysokie krzesła z metalu, a zupełnie z tyłu za drewnianymi drzwiami była kuchnia i kantorek. Przy ladzie siedział Mira jedząc swoje śniadanie. Na dużym talerzu znajdowała się jajecznica z jaja wywerny z kawałkami pokrojonego oka bazyliszka. Obok wielkiego talerza stała równie wielka filiżanka z czarną kawą. Mira przeglądał w spokoju gazetę elektroniczną i dzisiejsze wiadomości. Od rana wszystkie media mówiły o zabójstwie milionera - Konrada Mishlows. Ciemny blondyn był ubrany w białą koszule i czarne dżinsy. Starał się być po cywilnemu, żeby żadna hiena nie chciała go wypytać o to, co się wydarzyło. Przełączył na horoskop, który bardzo lubił czytać relaksując się przy gorącej kawie. Nagle koło niego przysiadł się mężczyzna w garniturze Marko Nicolas w ciemnych okularach i polakierowanych butach garniturowych. Miał ciemne włosy do barków, proste. Miła pani Tamara podała mu kawę i ciasto z kwiatów semetników.
            - Mam dla pana propozycje - Odpowiedział rozglądając się ukradkiem czy nikt ich nie podsłuchuje.
              - Pan mówi do mnie? - spytał Mira zdziwiony tą rozmową, którą zaczął ten wcale nie biedny mężczyzna.
                - Spotkajmy się - Przysunął blisko jego talerza wizytówkę. Wstał i wyszedł rzucając na blat Siedemdziesiąt delorów.
      Mira wziął do ręki wizytówkę i przeczytał w myślach. Ivil Samson, S.A IvilSon Company, Ulica Destronstreet 87. Chłopak schował wizytówkę do kieszeni spodni. Zaciekawiło go, o co chodzi, ale też jego imię. Ivil, bardzo nie codzienne imię, szczególnie w dzisiejszych czasach. Usłyszał śmiechy i piski, które go wyrwały ze swojego świata myśli. Spojrzał w stronę drzwi wejściowych, gdzie szli jego ludzie po cywilnemu. Rzadko ich oglądał w tym stroju, bo rzadko mieli konieczność się nie rzucania w oczy.  Do baru podeszła Ven i usiadła koło swojego przełożonego. Bardzo zadziwiła mężczyznę, ubrana była w jasno różową sukienkę do połowy ud, na ramiączkach, rozpuszczone włosy, dziewczęcy makijaż i czarne szpilki. Mira nawet nie wiedział, że ma takie rzeczy w szafie. Nie sprawdzał im pokoju, ale myślał, że Ven jest tak oddana, że nie myśli o podobaniu się mężczyzną, jak widać się mylił.
            - Wiadomo już, co z tym milionerem? - spytała i wzięła dwa połączone ze sobą plastikowe prostokąciki na długość 10 centymetrów. Rozwinęła to jak pergamin i wyświetliło jej się hologramowe menu.
               - Przeczytaj dzisiejsze gazety, każda podaje, co innego - odpowiedział i odwrócił się przodem do drzwi kuchennych, skąd wydobywały się opary gotowanych potraw. Zaczął grzebać widelcem w żółtej brei, nie mając na nią zupełnie ochoty.
                - Wiem, od rana o niczym innym nie mówią w Telewizji jak o tym.
                 - Podchwycili temat i zaczęli gadać. Bogaci zaczęli trząść portkami i zatrudniają masowo pełno ochrony - Wziął swoją filiżankę i dopił zimną kawę do końca. Odstawił pustą filiżankę na metalowy blat z lekkim hukiem.
                  - Ciekawe, kto to?Prawda Mira? - spytała i niby chciała spojrzeć na jego jedzenie i niby przypadkiem jej piersi bardzo się uwydatniły.
                   - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - odpowiedział i wstał od baru. Odpalił papierosa i wyciągnął z tylnej kieszeni spodni portfel. Wyjął z niego czterdzieści Fransów i odszedł, wychodząc z baru.
      Szedł ulicą paląc kolejnego papierosa. Ulice były czarne jak smoła, zaśmiecone papierkami i butelkami po alkoholu. Chodnik był brudny i gdzie nie gdzie obrzygany przez jakiś starych alkoholików. Wielkie budynki zrobione z tego, co znaleźli po wojnie. Lepianka na dwadzieścia metrów zrobiona z tektury, metalu, gliny itp. Szedł i myślał, co ma dalej robić, ten mężczyzna był dziwny i zaprosił go do siebie. Płacił delorami, są to pieniądze bogaczy, też na biedaka nie wyglądał. Kiedy przechodził koło pewnej uliczki poczuł szarpnięcie i czarność. Kiedy się przebudził zastanawiał się czy nie podać się do de misji, że go zaatakowali tak perfidnie i sprytnie, a on dał się tak podejść. Nagle go zainteresowało, coś zupełnie innego. Kto go uwięził? Ale po chwili się dowiedział.
          - Witaj Mira - Przed blondynem stał mężczyzna z baru. Patrzył na Mire z uśmiechem na ustach, ubrany był bogato i bardzo elegancko.
           - A ty skąd mnie znasz? - spytał i chciał założyć ręce na piersi, ale miał z tyłu ręce, a na jego nadgarstkach znajdowały się laserowe bransolety.
           - To jest nie ważne - odpowiedział i usiadł jedną połową siebie na biurku i wyjął z szklanej szkatuły zapalniczkę i papieros. Odpalił go i zaciągnął się nim i wydmuchał szarawy dym po chwili - Łowca został schwytany haha - zaśmiał się szyderczo i podał mu papierosa, żeby się zaciągnął. Zabrał go z jego ust i uśmiechnął się, kiedy Mira wydmuchał przez swoje usta dym.
             - Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - spytał zaciskając zęby.
               - Porozmawiajmy o tym milionerze, który zginą. Chce odnaleźć sprawce, a wy mi pomożecie - odpowiedział poważnie i wyniośle podnosząc wyżej podbródek.
                - A co ty masz z nim wspólnego? - spytał mrużąc oczy i przekrzywiając głowę.
             - Był moim mentorem, to moje uczniowskie zadanie - Odpowiedział kładąc łokcie na fotelu ze skóry i z palców robiąc formę namiotu.
                - Udajmy, że ci uwierzę i co dalej? - spytał przekręcając swoją twarz o jakieś trzydzieści stopni.
                 - Wy zbierzecie wszystkie dowody, dowiedzie się wszystkiego i o wszystkim będziesz mnie informować - Zabrał z kryształowej popielniczki papierosa i zaciągnął się nim.
                 - Tak za darmo to Łowcy nie pracują - odpowiedział i wyprostował się, odważnie się sprzeciwiając.
                 - Niech, nie pracują proszę bardzo - odpowiedział i wyjął najnowszej regeneracji Tablet Note 8. Był cały przezroczysty i bardzo drogi. Pokazał mu sumę, którą im oferuje. Mira, aż zachłysną się powietrzem.
                   - To taka liczba istnieje? - spytał zadziwiony, że jest taka liczba z tyloma zerami.
                    - To jak będzie? - Odpowiedział wstając i podchodząc do blondyna.
                    - Zrobimy to - Odpowiedział i spojrzał w jego ciemne oczy. Były bardzo piękne i magiczne.
                     - Dobra decyzja - Podał mu jeszcze raz, żeby się zaciągnął. Jego szczupłe palce trzymały papierosa, a cudnie czekoladowe oczy patrzyły się w jego błękitne oczy.
     
       Kiedy Mira wrócił do dzielnicy biedoty dochodziła godzina 17. Wyjął z kieszeni telefon i miał prawie pięćdziesiąt nieodebranych wiadomości. Od Saszy, Ven i wszystkich chłopaków po parę razy. Blondyn zaklną siarczyście i schował telefon idąc na piechotę do Krypty. W głowie tworzył sobie plan, co powie Łowcą, gdzie był. Wiedział, że Sasza, będzie wściekły, ale teraz go to najmniej obchodziło. Teraz go obchodził Ivil i to, na co się zgodził. Szedł do krypty drogą, którą znał, kiedy nagle otrzymał na Iphona wiadomość.
 
17:20 (brak numeru nadającego)
    ,,Szlaczek jest poplątany, uważaj na słupki. U celu jest światełko, lecz pierw musisz, odnaleźć . . . Dokończ zagadkę, a opowiem ci resztę"
   Mira dobrze wiedział, kto może napisać tą wiadomość i o takiej treści. Szlaczek jest poplątany? Jeśli dobrze myśli to zagadki go doprowadzą do mordercy, lecz . . . Nagle staną niespodziewanie i spojrzał przed siebie, a ręce mu opadły, zwisając swobodnie wzdłuż jego ciała. Czy tą wiadomość napisał Ivil czy Morderca?
    Kiedy Mira dotarł do Krypty i wszedł do środka. Spojrzał na chłopaków czekających już w korytarzu. Ich miny nie wróżyły niczego dobrego, co go bardzo martwiło. Stali w przejściu, co jeszcze bardziej zwiastowało nieszczęście.
         - Gdzie ty byłeś!? - Krzyknął Celin z założonymi rękoma na piersi. Miał groźną miną z którą nie było mu do twarzy. Nie sprawiało to, że wyglądał doroślej i groźniej, wręcz odwrotnie. Wyglądał groteskowo i dziecinie.
            - Celin, gdzie jest Mat? - spytał szef zdejmując buty po całym dniu w nich, jego stopy odetchnęły z ulgą.
              - Nie ważne, gdzie byłeś? - wyprostował się bardziej wypychając pierś do przodu jak jakiś maczo, który chce zaintonować przed dziewczyną.
Brunet nic sobie z tego nie zrobił i ominą go i Fransa w korytarzu.
                - Ej! Mira odpowiedz mi! - Został w stu procentach zignorowany.
     Mężczyzna wdrapał się po ściance wspinaczkowej, własnej roboty, wspiął się na drugie piętro.
      Przed nim stanęła Ven ubrana już jak przystało na Łowce. Stała z ciętą miną. Mira ją ominą, nawet nie zaczynając wytłumaczenia. Stwierdził, że nie ma na to czasu i szedł dalej wąskim korytarzem. Doszedł do drzwi, gdzie była tabliczka ,,Pokój Mata". Zapukał, ale kiedy ten nie odpowiedział, zaczął walić pięścią w drzwi. Po dłuższej chwili otworzył drzwi Mat, zaspany, okryty kołdrą, jeszcze nie kontaktujący.
          - Mira? To ty? - spytał i ziewną, drapiąc się po głowie.
           - Tak ja, jesteś potrzebny Mat i tylko na ciebie mogę liczyć teraz - Wepchał mu się do pokoju. Czarnowłosy okularnik zamknął drzwi za Mirą i to bardzo zainteresowało Łowcą. Do takiego stopnia, że starali się podsłuchiwać, ale przez metal dźwięk ciężko przechodził.
     W środku pokoju okularnik, żeby się rozbudzić usiadł na krześle i wziął bibułkę nabierając na nią suchej marihuany. Zawinął w rulonik i odpalił za pomocą metalowej zapalniczki. Trzymał bibułkę wskazującym palcem na górze, a kciukiem pod spodem. Zaciągnął się i od razu się rozluźnił.
             - Co chcesz Mira? - spytał Mat odprężając się przy paleniu dobrego jointa.
              - Umiesz sprawdzić z jakiego telefonu przyszedł SMS? - spytał trzymając w dłoni swojego Iphona Exs 5.
              - Mogę, ale po co ci to? - spytał i spojrzał na niego lekko czerwonymi oczyma.
              - To rozkaz, a nie prośba - Odpowiedział groźnie. Nie chciał, żeby Mat wiedział o Ivilu i o tym, że tak szybko dał się podejść.
              - Umiem, daj telefon - Wstał wyciągając do szefa rękę, żeby dał mu Iphona. Kiedy go otrzymał podszedł do biurka i odpalił laptopa. Po wpisaniu hasła podłączył telefon do komputera i sprawdzał dane na telefonie Miry. Po paru minutach komputer wybuchł, rozsadziło go po prostu z nieznanego powodu, ale telefonowi nic się na szczęście nie stało, albo nieszczęście, bo po chwili przyszła kolejna wiadomość.
Brunet podszedł do zniszczonego komputera i zabrał telefon odczytując Sms'a.
18:45 (brak numeru nadającego)
    ,,Jeśli atakujesz niedźwiedzia, skończy się klęską, jeśli chcesz wyżej podskoczyć od kangura skończy się upadkiem. Jeśli chcesz zaczepiać tygrysa to nie wygrasz z nim. Uważaj na lasy, łąki, krzaki, szparki, wodę i przestworza, kosmos też nie jest bezpieczny, ani ucho igielne"
         - Co to za wiadomość!? - krzyknął zrozpaczony Mat i płakał nad zniszczonym komputerem. Miał tam wszystko, co on teraz zrobi? Oparł czoło o zmasakrowaną klawiaturę i zaczął płakać w nią.
      Mira jedynie na niego spojrzał i wyszedł, a Łowcy podsłuchujący za drzwiami szybko od uciekli od drzwi, kiedy tylko ktoś nacisnął na klamkę. Brunet wyszedł z krypty i spojrzał w niebo.
       - Gdzie ty do cholery jesteś! - Wykrzyczał w wściekły.

3 komentarze:

  1. Na 10000000000000000000% będę tu zaglądać ^^ Kocham, wielbię, uwielbiam takie klimaty, a Twój styl zapowiada się ciekawie :3
    Do tego sprawiłeś, że się śmiałem.
    O tak, ja tu na pewno zostanę i będę towarzyszyć Ci w tej niesamowitej przygodzie xd
    Drugiego bloga przeczytałem i nie wierzę w ten dziennik. Jak można tak katować książkę? Toć papier święty jest ;.; Jestem ciekawy jak ludzie będą na Ciebie patrzeć, kiedy będziesz wyprowadzał ten dziennik na dwór...
    Bardzo zaciekawiła mnie książka Oscara jakiegośtam. (mam zabójczą pamięć do nazwisk) Mam pytanko - masz ją przetłumaczoną czy w oryginale? bo szukałem i znalazłem tylko po angielsku. Nie to, że mam jakiś problem z takim pisaniem, ale o wiele lepiej czyta się w ojczystym języku. Bardziej można się wczuć.
    Monsunów weny~!
    Ayo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jej to słodkie :) Widzisz staram się wyeliminować wszystkie błędy, ale czasem to wychodzi samo z siebie :) Staram się i chce robić postępy. Przez cały czas się uśmiechałem i przyjąłem to jako rada, a nie jako krytyka. A co do książki to Oscar Wilde Teleny znajdziesz na chomikuj, polecam też jego autorstwa Portret Doriana Greya, co na moim blogu recenzja też się pojawi :)

      Usuń
  2. Kocham,kocham.

    Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń